Kilka słów od ojca prowadzącego

Pozwolę sobie jeszcze na trochę prywatnych wynurzeń po tych zawodach. Może za rok warto będzie sobie odświeżyć pamięć tą lekturą.

To był dobry pomysł, żeby te zawody zrobić w Czechach. Wiem, że dla sporej liczby z Was takie zawody narciarskie po drugiej stronie gór to nie pierwszyzna, więc i element szoku był mniejszy. Ale dla mnie i wielu innych początkujących już tak.

Śmieję się pod nosem na moje wyobrażenie NBnO i tych zawodów jeszcze sprzed tygodnia…

Po pierwsze: z moich doświadczeń w Pucharze Warszawy i Mazowsza w NBnO wynikało, że niejednokrotnie szybciej jest zdjąć narty niż je ciorać np. po lesie Sobieskiego, który dopadła siekiera dobrej zmiany, czy zbiegając zamiast zjeżdżać z ostrej górki. W efekcie zdarzało mi się przebiec i jedną trzecią trasy, bo za bardzo nie było do czego nart zapinać. Myślałem, że tak jest zawsze, tym bardziej, że o podobnych akcjach słyszałem na dwóch ostatnich edycjach Mistrzostw Polski. Tu zdjąłem narty ze dwa razy i później miałem problem, żeby się zapiąć powrotem bo wpadałem od razu po pas w śnieg  (waga nie pomaga, że tak zrymuję). Po drugie: górki. Gdy tak sobie biegałem na nartach po lesie nieopodal domu to stając na największej górze (przypominam: na Mazowszu)  stwierdziłem, że nie ma szans, aby puścili trasę po tak wielkich górach, przecież ludzie się pozabijają. I nawet nie zjechałem ani razu dla treningu. Na zawodach góry były po wielokroć trudniejsze. To trzeba potrenować przed kolejną taką eskapadą. I no po trzecie: przygotowanie tras. Miałem wyobrażenie takich pojedynczych, twardych torów, a tu z jednej strony dużo szerzej, a z drugiej miękko i te zapadające się kijki.

Zawody były fajnie przygotowane, szczególnie na ichniejszy Mistrzowski sprint, a później średni. Mapy fajne, teren w porządku. Osobiście spodziewałem się większej wariantowości, ale przypominam, że moje doświadczenie jest bliskie zeru, więc proszę tego nie brać jako wypowiedzi kogoś doświadczonego. Niedziela to już trochę taki lek na polskie kompleksy. Gdyby np. taki Janek Ciegiełka zrobił takie mapy i trasy to by już leciały gromy, że „znowu wtopa”. A tutaj ten pomarańczowy zamiast żółtego, mapa połowicznie biegowa i trasy trochę jak z rajdów na orientację, wręcz survivalu jakoś zostały zaakceptowane. I jazgotu narzekań jakoś nie słyszałem. Podoba mi się ten czeski luz i prawie amerykańskie klepanie się po plecach, że wszystko w porządku. Bo trzeba zauważyć tą drugą stronę: Czesi przez cały tydzień walczyli, aby zawody w ogóle się odbyły. A temperatury mieli dochodzące do 7 st. C.  W takich sytuacjach trzeba chodzić na kompromisy. I jak się żyje orientacją, to ludzie też wiedzą, że tak bywa i należy to zaakceptować.

Bardzo podobała mi się walka. Zacznę od wszystkich łamag, na sztandar biorąc siebie samego. 5 wywrotek, z czego 2 centralnie na twarz i 22 minuty to bilans przejazdu do drugiego punktu na klasyku (Remik zrobił to w 5 minut). I takich jak ja widziałem wokół siebie wielu. A z drugiej stronie mistrzowie walczący. Jeśli dobrze kojarzę to tylko wśród seniorów w KM21 mieliśmy jedną złamaną nartę, złamany mapnik i zerwane wiązania. I co robili Mistrzowie? Wojtek przejechał trasę na dwóch różnych nartach, Piotr doczłapał pół klasyka z walniętym wiązaniem. Miało być miejsce na pudle, pozostał pokaz dla młodych hartu ducha i sportowego charakteru.

To były dobre zawody. Nie obeszło się bez jakiś małych niedociągnięć, dzięki temu zawody za rok mogą być jeszcze lepsze. Super pozytywna atmosfera w polskich obozie to coś do czego fajnie wracać i za co bardzo dziękuję. Ja już wiem co mam poprawić w treningu, może wtedy zawalczę o coś więcej niż osiągnięte przedostatnie miejsce.

Pozostaję ze sportowym pozdrowieniem, tomek

Dodaj komentarz